Bez kategorii

Najpopularniejsze mity na temat trądziku.

Nie da się ukryć, że trądzik to jedna z najbardziej uciążliwych chorób skóry, która poprzez swoje objawy wywołuje największy stres i ja również miałam wątpliwą przyjemność paść jego ofiarą. W moim przypadku pierwsze zmiany na skórze pojawiły się po 20 roku życia, kiedy już cieszyłam się, że należę do osób, które nie miały problemów z pryszczami i wągrami jako nastolatki. Leczenie trądziku w bardziej dojrzałym wieku również jest o wiele trudniejsze i wymaga stosowania niekiedy radykalnych metod i dopiero one mogą dać pożądane rezultaty.

Mity negatywnie wpływające na leczenie.

Niestety każdy, w tym i ja popełniał pewne błędy znacznie wydłużające proces leczenia, zwłaszcza kiedy uwierzy się w mity, które narosły wokół tej choroby. Powszechnie panujące opinie, którymi się sugerowałam, nie tylko nasiliły objawy, ale spowodowały też wiele zmian, typu blizn potrądzikowych czy przebarwień skóry, które trudno było usunąć. Przez wiele lat myślałam, że trądzikowi można skutecznie zapobiec poprzez regularne, częste mycie twarzy. Nie zdawałam sobie sprawy, że nawet używając wysokiej jakości kosmetyków, o starannie dobranym pH, powodowałam wysuszanie skóry, co doprowadziło nie tylko do bolesnych podrażnień, ale i nadmiernego łojotoku, który jest jedną z najczęstszych przyczyn powstawania pryszczy. Kolejną rzeczą, w którą również ja święcie wierzyłam, to możliwość zarażenia się trądzikiem od innych ludzi. Prowadziło to niekiedy do przykrych i niezręcznych sytuacji, aż do momentu, kiedy dowiedziałam się, że nawet zdrowy człowiek może mieć w sobie bakterię prowadzące do rozwoju tej choroby.

Wierzyłam też, że na moje pryszcze, może mieć wpływ dieta. Starałam się właściwie dobierać poszczególne jej składniki, uważając, że wiele produktów bezpośrednio odpowiada za powstawanie zmian na twarzy. Owszem, istnieją takie, których nadmierne spożywanie mogą nasilać objawy trądziku, zwłaszcza czekolada lub ostre przyprawy, ale w większości przypadków nie mają one żadnego wpływu na stan naszej cery. Trzeba tylko zadbać o odpowiednią ilość witamin, niezbędnych dla zdrowia skóry, takich jak A, B i E, oraz minerałów. Najlepiej dostarczać je organizmowi w sposób kompleksowy, co mogą ułatwić właściwie dobrane, polecane przez specjalistów suplementy diety.

Nonacne – ma to, co potrzebuje moja skóra.

W kwestii suplementów także mam spore doświadczenie, ale obecnie stosuję tylko jeden, zdecydowanie najlepszy, czyli Nonacne. Opinie, z którymi zapoznałam się przed zakupem pierwszego opakowania, przedstawiały go wyłącznie w pozytywnym świetle. Liczni pacjenci, którzy używają Nonacne, chwalili przede wszystkim jego skład, praktycznie beż żadnych szkodliwych, sztucznych substancji. Rzeczywiście, suplement jest oparty wyłącznie na naturalnych, roślinnych składnikach, mieszance egotycznej sarsaparilli i wyciągu z pestek winogron z pokrzywą oraz czerwoną koniczyną. Wszystkie one razem wzięte, to prawdziwa bomba witaminowa, dająca skórze absolutnie wszystko, czego potrzebuje. Równoważą gospodarkę hormonalną, zapobiegając powstawaniu zmian trądzikowych, oczyszczają organizm z niebezpiecznych toksyn, działając też przeciwgrzybicznie oraz antybakteryjnie. Nonacne kupiłam w cenie 150 złotych, nie od pośredników, tylko bezpośrednio od producenta, oferującego swój produkt poprzez nowoczesną i funkcjonalną stronę internetową. Już pierwsza, miesięczna kuracja spowodowała znacznie zmniejszenie ilości pryszczy, a skóra stała się miękka, wręcz aksamitna w dotyku i doskonale odżywiona. Kolejne miesiące używania preparatu praktycznie zlikwidowały resztę wyprysków i z dumą mogę pokazać swoją twarz nawet bez makijażu.